Pini Zahavi z nowym kierunkiem dla Roberta Lewandowskiego! „Presja na szefach Bayernu staje się coraz większa”.
przez Jakub Barabasz
Robert Lewandowski i Bayern Monachium to współpraca, która może zakończyć się już w tym oknie transferowym. Coraz więcej mówi się bowiem o odejściu Polaka z bawarskiego klubu. Jak się okazuje, wcale nie musi on trafić do FC Barcelony.
Duma Katalonii była pierwszym klubem, który pojawiał się w medialnych spekulacjach o ewentualnym odejściu Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium. Wszystko ze względu na brak rozmów włodarzy bawarskiego klubu z napastnikiem w celu przedłużenia umowy.
FC Barcelona nie złożyła jednak jeszcze oficjalnej oferty za Lewandowskiego. O powodach takiego działania Blaugrany pisaliśmy już TUTAJ.
Co więcej, w hiszpańskich mediach pojawiły się informacje o kwocie, na jaką w Barcelonie mógłby liczyć Lewandowski. W TYM artykule przybliżaliśmy już cały temat.
Agent Lewandowskiego nie zamierza jednak próżnować i szuka kolejnych opcji dla polskiego napastnika. Pini Zahavi widziałby Roberta w PSG. Taki kierunek wydaje się jak najbardziej możliwy. PSG słynie bowiem z zatrudniania „dużych nazwisk”.
Sport Bild: Zahavi ma sondować i badać możliwości Barcelony i Paris Saint-Germain pod względem letniego transferu, biorąc pod uwagę opłatę transferową i zarobki Polaka. Jedno jest pewne – presja na szefach Bayernu staje się coraz większa.
— Gabriel Stach (@GabrielStachPL) April 7, 2022
W obecnym sezonie Robert Lewandowski zdołał zdobyć już 45 bramek. Polak potrzebował do tego tylko 39 meczów. Polak w Bayernie Monachium występuje już ósmy sezon. Dotychczas dla Bawarczyków rozegrał 368 spotkań. Strzelił w nich 339 goli i dołożył do tego jeszcze 69 asyst.
Źródło: Twitter
- Iwo Baraniewski przed UFC 331: Muszę być czujny cały czas
- Kuberski podekscytowany walką z Pawlakiem! „Ręce mi się pocą i drżą”
- Roberto Soldić o transferze do UFC! „Przyszedłem w odpowiednim momencie”
- Były mistrz UFC krytykuje Pereirę po porażce z Gane: Źle to zniósł
- Gaethje rozumie decyzję UFC w sprawie Tsarukyana: Sam sobie na to zapracował