Lekcja od Mameda nie poszła na marne! Bartos wyznaje: „Myślałem, że jestem nadczłowiekiem”
przez Przemek Krautz
Adrian Bartosiński zabrał głos po porażce z Mamedem Khalidovem. Przyznał, że otrzymał lekcję pokory i zrozumiał kilka ważnych spraw.
Do gali KSW 100 „Bartos” wychodził jako niepokonany zawodnik, mający 16 zwycięstw na koncie. Mistrz dywizji półśredniej był bardzo pewny siebie. Stwierdził nawet, że Mamed nie jest największym wyzwaniem i wolałby, zamiast niego zmierzyć się z Roberto Soldiciem.
Champion dobrze rozpoczął walkę, ale w drugiej rundzie zlekceważył Khalidova. Był to ogromny błąd, gdyż doświadczony weteran wykorzystał okazję i poddał Bartosińskiego balachą. Do zawodnika początkowo nie docierało, co się wydarzyło. Po chwili jednak puściły mu emocje i uronił łzę.
Sprawdź kurs w Superbet
Lekcja pokory dla Bartosińskiego
Fighter na szczęście szybko przetrawił porażkę, ale przyznał, że pierwsza przegrana w karierze była dla niego prawdziwą lekcją pokory. W Kanale Sportowym zdradził, iż od pewnego czasu miał niewłaściwe podejście do treningów.
Na sali zbyt dużo żartował, zamiast skupić się na swoich zadaniach, co wypomniał mu jego trener. Adrian przyznał też, iż nie potrafi wyciągnąć korzyści ze sparingów ze słabszymi zawodnikami. Wcześniej zawsze był w stanie dostrzec ich mocne strony.
– Chciałbym wrócić do momentu, w którym byłem kiedyś. Wtedy potrafiłem od słabszego zawodnika czerpać na sali ciekawe rzeczy. Jeden ma dobre to, jeden dobrze kopie, drugi bije kolana, trzeci ma dobry gilotyny, inny skrętówki, więc potrafiłem nawet radzić się słabszych zawodników, jak mają coś dobrego, jak oni to robią. Poprawiać to.’
W końcu przyznał, że doszedł do momentu, w którym czuł się nieomylny. Jeśli dostrzegł to po walce z Mamedem, bez wątpienia lekcja pokory nie poszła na marne. Tak naprawdę może ona jeszcze bardziej rozwinąć karierę Bartosińskiego, który zaczął dostrzegać problemy w swojej postawie.
– A też doszedłem do takiego momentu, gdzie uważałem, że mi odbiło i uważałem, że jestem najmądrzejszy i że to, co ja robię, jest najrozsądniejsze, najlepsze i to wszyscy powinni robić.
– Śmieję się, że zwariowałem trochę już i miałem coś takiego, że myślałem, że nie jestem człowiekiem. Przez to, że byłem niepokonany. Wydaje mi się, że trochę doszedłem do takiego etapu, że wchodziłem na salę i myślałem, że jestem nadczłowiekiem. Mogłem się lekko wywyższać, powiedziałbym nawet, przez to.