Wielki powrót? Chandler i Pimblett niezbyt się jarają Conorem McGregorem
przez Jakub Hryniewicz
Conor McGregor zasugerował, że przygląda się z uwagą walce wieczoru UFC 314. Zdaniem Irlandczyka starcie Michaela Chandlera z Paddy’m Pimblettem może wyłonić jego przyszłego rywala. Sami zainteresowani nie są jednak szczególnie podekscytowani tą wizją.
Choć czasy największej sławy Conora McGregora już dawno minęły, jego nazwisko wciąż wzbudza spore zainteresowanie – przynajmniej w mediach. Irlandczyk niejednokrotnie zapowiadał wielki powrót do oktagonu, jednak za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Najbliżej było w zeszłym roku, lecz „Notorious” ostatecznie zrezygnował z powodu kontuzji palca u stopy.
Ostatnio Conor zapowiedział, że będzie bacznie obserwował co-main event gali UFC 314, w którym zmierzą się Michael Chandler i Paddy Pimblett. Czy jeden z nich rzeczywiście może stać się kolejnym przeciwnikiem McGregora?
Galę UFC 314 obejrzysz za darmo w Superbet TV.
Sprawdź kurs w Superbet
UFC 314: Chandler i Pimblett reagują na słowa McGregora
Zarówno Chandler, jak i Pimblett zostali zapytani o reakcję na słowa Irlandczyka na konferencji prasowej przed UFC 314. Obaj podeszli do sprawy z dystansem i bez większych emocji.
– Na pewno będzie oglądał – stwierdził Chandler. – Jest zainteresowany powrotem, ale pytanie brzmi: czy on w ogóle da radę przejść cały obóz przygotowawczy? Tego nie wiemy. Za to wiemy, co ja robię – powiedział Amerykanin, który przypomniał, że w ciągu 26 pierwszych miesięcy w UFC aż sześć razy robił wagę i stoczył pięć walk, z czego wiele nagradzano bonusami.
– Dawałem wiele świetnych walk i w sobotę będzie podobnie. Nie bardzo obchodzi mnie, co Conor wypisuje na X’ie [dawniej Twitter – red.]. Jak wróci, to musimy dokończyć 31. sezon TUF-a – kontynuował Chandler, który nie chciał być zbyt ofensywny w kierunku McGregora. Ten wszak mógłby się obrazić i z potencjalnej walki wyszłyby nici.
Z kolei Pimblett podszedł do sprawy bardziej pragmatycznie.
– Jasne, że bym to wziął. To walka, która przynosi ogromne pieniądze – przyznał „The Baddy”. – Ale nie wybiegam w przyszłość. Najpierw muszę pokonać Michaela. Tylko to się dla mnie teraz liczy.