Sędzia Jarosz odsłania kulisy pracy z KSW. Uderzył w organiztorów!
przez Jakub Hryniewicz
Sędzia Piotr Jarosz wystąpił w programie „Szalonego Reportera”, gdzie szeroko opowiedział o kulisach rozstania z KSW oraz o kulisach pracy sędziów w największej polskiej organizacji MMA.
Rozstanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych sędziów MMA w Polsce z KSW odbiło się szerokim echem. Wśród fanów nie brakowało głosów, że Jarosz zapłacił cenę za swoją obecność na galach freakowych, zwłaszcza w FAME, od którego KSW od dawna stara się wyraźnie dystansować.
Sprawdź kurs w Superbet
Jarosz krytykuje kulisy współpracy z KSW
Piotr Jarosz w rozmowie z Tomaszem Matysiakiem nie unikał trudnych tematów. Poruszył wątki dotyczące freak fightów, swojej obecnej działalności i współpracy z czeską organizacją OKTAGON MMA. Kluczowy jednak był wątek relacji z KSW, które – jak przyznał – od dawna nie były proste.
Jarosz zdradził, że przez długi czas czuł, że rzuca mu się kłody pod nogi. Zasugerował też, że w środowisku mógł nie być mile widziany przez to, jak szybko zyskał rozpoznawalność jako młody arbiter.
W dalszej części wywiadu sędzia mówił wprost o przekroczeniu granicy niezależności:
– Boli mnie to, że w KSW została przekroczona ta granica między organizatorem i sędzią. I moim zdaniem, mogę o tym powiedzieć spokojnie, ta niezależność sędziowska została tutaj złamana przez organizatora. Takie nadmierne wkraczanie w nasze sędziowskie aspekty nie wygląda dobrze przede wszystkim.
– Jeśli zaufałeś temu sędziemu, zatrudniasz go, dajesz mu możliwość prowadzenia walk, decydowania o ich werdykcie często, to zostaw tę pracę sędziemu do końca. Nie ingeruj w to. Ja rozumiem, że to jest czyjeś „dziecko”, produkt i że on chce dla niego jak najlepiej, ale moim zdaniem ingerencja w sprawy sędziowskie nie wygląda dobrze – powiedział sędzia Jarosz.
– Raz, że pojawiają się jakieś rzeczy poza sędziowskie, jakieś rozkminianie, „czy ci sędziowie są na pewno niezależni, czy organizator nie wpływa na ich decyzje, bo ktoś jest gwiazdą” – kontynuował arbiter. – Zawsze jest dodatkowa presja, że sędziowie muszą się czasami grubo tłumaczyć, jest chęć bycia pierwszym w rozstrzygnięciu problemu sędziowskiego, uczestniczenia w tym. Ja uważam, że to powinno zostać między nami. Nie było takich sytuacji, że ktoś nam coś nakazywał, takie rzeczy na pewno się nie dzieją, ale czasami ta presja organizatora jest tak duża, że sędziowie ją czują, że organizator cały czas patrzy ci na ręce, lubi się odezwać.
Jarosz zaznaczył także, że nieraz spotykał się z krytyką ze strony organizatorów, również w mediach:
– Mieliśmy sytuację, gdzie ktoś krytykował zawodnika spod klatki, że nudno walczy albo zdarzały się wywiady nawet, że organizator mówił, że ten sędzia jest fatalny, że coś tam zrąbał i tak dalej, więc dla nas nie jest to miłe.
Na koniec przypomniał, że arbitrzy nie są przypisani do jednej organizacji:
– Jesteśmy pracownikami i ja to rozumiem, że to jest pracodawca, ale my nie jesteśmy oświetleniowcami czy kimś tam związanym bliżej z organizacją, tylko sędziami, którzy pracują dla wielu organizacji.