Rębecki o podejściu do rywali: Najbardziej niebezpieczny jest ten, który się uśmiecha
przez Jakub Hryniewicz
Mateusz Rębecki nie należy do zawodników, którzy budują walki w oparciu o kontrowersje i wyzwiska. „Rebeasti” od lat trzyma się zasady sportowego szacunku – i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Polak w swoim stylu opowiedział o zbliżającym się pojedynku na gali UFC Vegas 108.
Już w najbliższy weekend były mistrz wagi lekkiej FEN ponownie zamelduje się w oktagonie. Będzie to dla niego pierwsza walka od października 2024 roku, kiedy to w świetnym stylu wypunktował faworyzowanego Myktybeka Orolbaia. Starcie to pozwoliło mu odbudować się po wcześniejszej porażce z doświadczonym Diego Ferreirą, jednak późniejsze zawirowania sprawiły, że na kolejną szansę musiał długo czekać.
Rębecki nie ukrywa, że przez odmowę jednego z proponowanych starć jego relacje z matchmakerami UFC uległy ochłodzeniu. Wszystko zmieniło się jednak, gdy wreszcie zadzwonił telefon. W co-main evencie gali UFC Vegas 108 Polak zmierzy się z Chrisem Duncanem – klubowym kolegą z American Top Team.
Sprawdź kurs w Superbet
Rębecki: Najbardziej niebezpieczny jest ten, który się uśmiecha
Pojedynek z Duncanem nie ma podłoża osobistego. Między zawodnikami nie ma złej krwi, a sama walka odbywa się w duchu czystej, sportowej rywalizacji. Rębecki otwarcie przyznaje, że traktuje to starcie jako swoisty „eliminator” do czołowej piętnastki wagi lekkiej.
– Kiedyś ktoś mi powiedział, że najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem jest ten, kto jest miły i okazuje dużo szacunku. Tacy ludzie są najbardziej niepozorni – stwierdził w rozmowie z Pawłem Wyrobkiem. – Ja wyznaję taką filozofię i tak powinien wyglądać sport.
Rębecki od początku kariery pozostaje wierny własnym zasadom. Nie wdaje się w słowne utarczki, nie próbuje wybić się przez medialne konflikty. Jak sam mówi, trash talk to „efekt uboczny pieniędzy” – nie droga, którą sam chciałby podążać.
– Sportowcy powinni reprezentować właśnie taką kulturę, a nie trash talk. To coś, do czego zawodników pchają większe pieniądze – dodał.
Polak zapowiada, że choć uśmiech nie schodzi mu z twarzy, w oktagonie nie zamierza się zatrzymywać. Cel jest jasny: efektowna wygrana i dopisanie kolejnego mocnego nazwiska do rekordu. Czy starcie ze Szkotem otworzy mu drzwi do ścisłej czołówki UFC?