Alan na FAME 27 walczy o być albo nie być? Komentuje słowa o swojej przyszłości [WIDEO]
przez Jakub Hryniewicz
Alan Kwieciński już 8 marca podczas FAME 27 zmierzy się z Michałem „Matrixem” Królikiem. Czy wynik tego starcia przesądzi o jego dalszej przyszłości w organizacji? „Alanik” odpowiedział na spekulacje.
Alan Kwieciński to jeden z najbardziej doświadczonych freak fighterów w Polsce. Na swoim koncie ma występy zarówno w zawodowym, jak i amatorskim MMA, a zebrane doświadczenie przeniósł do FAME. Nie zawsze jednak walki układały się po jego myśli.
Choć porażka z „Zadymą” wzbudziła spore kontrowersje, a pojedynek 2 na 1 z „Ferrarimi” był praktycznie nie do wygrania, to bolesne nokauty – m.in. z rąk Bartosza Szachty, Arka Tańculi czy śp. Mateusza Murańskiego – mocno obciążają jego bilans. Teraz przed Kwiecińskim kolejna próba – pojedynek z Michałem Królikiem.
Sprawdź kurs w eFortuna.pl
Alan Kwieciński odpowiada na spekulacje o końcu przygody w FAME MMA
W rozmowie z kanałem Fansportu TV „Alanik” odniósł się do słów Michała „Boxdela” Barona, który sugerował, że porażka w Gliwicach może być jego ostatnią walką w FAME MMA.
– A co ty myślisz, że organizacja będzie mnie straszyła? Że „być albo nie być”? Są jeszcze inne organizacje. Są organizacje w Polsce, są organizacje poza naszymi granicami… Co oni myślą, że tylko jedna organizacja mnie chce? Naprawdę, bo kurde już… Fakt faktem, że FAME jest naprawdę mocny i coraz bardziej się prężnie rozwija… ale to nie jest koniec świata. To nie jest koniec świata. FAME jest bardzo dobrą federacją, ale jak nie będą chcieli żebym się bił, to trudno – powiedział „Alanik” Michałowi Tuszyńskiemu.
Freak fighter podkreślił też, że zawsze był zawodnikiem gotowym na każde wyzwanie.
– Federacja zawsze mogła na mnie liczyć, brałem walki, jak to się mówi, za pięć dwunasta, czy będę przytaczał: z kim federacja chciała mnie zestawić, to brałem [walkę]. Zawsze mogli na mnie liczyć. Jakieś stawiania, gdziekolwiek w Polsce, jak jakieś mieli akcje w Katowicach, pakowałem się, wsiadałem w samochód i jechałem. Co by się nie działo, telefon do Alana: OK. Nigdy nie powiedziałem im „nie”. Nigdy.