Kawulski brutalnie szczerze o najtrudniejszym czasie w KSW: Czułem się poniżony
przez Jakub Hryniewicz
Maciej Kawulski w szczerych słowach wypowiedział się o osobistej drodze, którą przeżył tworząc i rozwijając KSW.
Polska organizacja to jedna z dwóch, o których można mówić w kategorii największych graczy MMA w Europie. KSW nad konkurencją w postaci OKTAGON-u przewagę ma jednak znaczącą. Są to lata doświadczenia, upadki i wzloty, po których wyciągnięte zostały wnioski.
Sprawdź kurs w Superbet
Maciej Kawulski o upadku przy rozwoju KSW
Swoją historię, przynajmniej częściowo, goszcząc w Mellinie na kanałach Radia ESKA opowiedział jeden z współwłaścicieli KSW, Maciej Kawluski. Promotor wyznał, że w pewnym momencie zaliczył całkowity upadek finansowy. Dzięki temu jednak wyciągnął garść cennych wniosków:
– Ja zbankrutowałem. Mniej więcej w czasie, w którym tworzyłem KSW. Czułem się poniżony – przyznał otwarcie Kawulski. – Ale bardzo szybko zrozumiałem, którzy ludzie są ze mną naprawdę. A gdy wstałem, zyskałem niesłychany wiatr w żagle. Pomyślałem: nic nie jest w stanie mnie zniszczyć.
– Były momenty, w których byłem dumny, że tworzę KSW, a następnego dnia wstydziłem się założyć koszulkę KSW i wyjść na ulicę – kontynuował. – Myślałem: 'zaraz ktoś we mnie rzuci jajkiem’. I kiedy z tego się wykaraskasz, odzyskujesz zaufanie ludzi, to czujesz się niezniszczalny. Jeżeli upadłeś i wstałeś to nie boisz się już ryzyka. A bez ryzyka nie ma wielkich gal, nie ma KSW.
Wiele zmieniło się, gdy cały świat przed kilkoma laty stanął na głowie po pewnej chorobie, która nadciągnęła z Chin. To wtedy zmienił się model organizacji, która zaczęła odwiedzać wiele nowych, mniejszych miast.
– Szybko zmieniliśmy front. Weszliśmy w małe gale transmitowane w PPV i na koniec dnia podwoiliśmy przychody jako firma. Dla nas pandemia stała się momentem, która, paradoksalnie, nas wzmocniła.
Kawulski potwierdził też w rozmowie z Mellerem, że wraca do pracy na pełnych obrotach przy organizacji gal KSW. Przykład tego widzieliśmy już przy okazji ostatniej gali, choć alegoria z kometą lecącą w ziemię była chyba zbyt ciężka do zrozumienia.