Wikłacz o wygranej w ostatniej sekundzie: Mam nadzieję, że to było warte 100 tysięcy!
przez Jakub Hryniewicz
To był jeden z tych pojedynków, które trzymają w napięciu do samego końca. Jakub Wikłacz zanotował drugie zwycięstwo w UFC, poddając Muina Gafurova… dosłownie w ostatniej sekundzie walki. Choć starcie było bardzo wyrównane i mogło pójść w obie strony, ostatecznie to Polak wyszedł z oktagonu jako zwycięzca – i to w wielkim stylu.
Wikłacz od początku musiał mierzyć się nie tylko z solidnym rywalem z Tadżykistanu, ale również z dodatkowymi okolicznościami. Gafurov nie zmieścił się w limicie wagowym, przekraczając go o około 2,5 kilograma. Mimo to „Masa” zdecydował się przyjąć pojedynek, jasno dając do zrozumienia, że chce udowodnić swoją wartość w klatce.
Sam pojedynek był niezwykle intensywny. Obaj zawodnicy mieli swoje momenty, a tempo walki nie spadało aż do ostatnich sekund trzeciej rundy. Choć oficjalne karty punktowe pokazały później, że Wikłacz i tak wygrałby przez decyzję, Polak nie zamierzał zostawiać werdyktu w rękach sędziów.
Sprawdź kurs w Superbet
Wikłacz o trudnej walce i gilotynie w ostatniej sekundzie
Po walce Jakub Wikłacz nie krył zmęczenia, ale też ogromnej satysfakcji z tego, co wydarzyło się w oktagonie.
– Czuję się świetnie, choć jestem zmęczony. To była trudna walka. Rywal nie zrobił wagi, więc chciałem go za to ukarać. Szanuję go jednak, Muin to świetny zawodnik – powiedział Polak w rozmowie z UFC News tuż po zejściu z maty.
Wikłacz przyznał, że już w trakcie walki wyczuwał momenty słabości rywala, choć ich wykorzystanie nie było wcale takie proste.
– To była trudna walka. W drugiej rundzie trafiłem go na korpus. Poczułem, że jest naruszony, ale nie mogłem go skończyć. Wiedziałem, że w trzeciej rundzie będzie napierał mocno, pressował. Czułem jednak, że nie ma siły, by mnie znokautować… Niemniej, to była niezła jazda! – dodał.
Kulminacja nastąpiła dosłownie w ostatniej sekundzie pojedynku. Wikłacz zapiął gilotynę, a Gafurov odklepał tuż przed syreną kończącą walkę. Sam zainteresowany do końca nie był pewien, czy sędzia zdąży to zauważyć.
– Mam k…wa nadzieję, że ta gilotynka była warta 100 tysięcy dolarów! – rzucił z uśmiechem Wikłacz. – Wiedziałem, że mogę go złapać na gilotynę, ale szczerze? Zdziwiło mnie, że akurat ta skończyła walkę. Słyszałem, jak ciężko oddycha, pomyślałem, że go mam i poczułem, że odklepuje. Wtedy sędzia powiedział: „koniec czasu!”. Krzyczałem, że jaki koniec czasu, przecież go poddałem?! Prosiłem, żeby to sprawdził.
Decyzja została ostatecznie potwierdzona, a zwycięstwo zapisane na koncie Polaka. To wygrana o ogromnym znaczeniu – nie tylko sportowym, ale i mentalnym. Wikłacz po raz kolejny udowodnił, że potrafi zachować zimną krew w kluczowych momentach.
Nie brakuje też jasnych deklaracji co do przyszłości.
– Chcę jak najprędzej dostać się do rankingu i wywalczyć walkę o pas. To jest mój cel. Nie jestem tu jedynie po wpis w CV. Chcę być mistrzem, dlatego zgodziłem się na tę walkę. Był o 2,5 kilo cięższy, ale powiedziałem: lecimy, k…wa. Chciałem pokazać swoje umiejętności i to też zrobiłem – podkreślił.
Na koniec było już tylko miejsce na emocje i… świętowanie.
– Obiecałem sobie, że w tym roku nie będę mocno pił… ale j…ać to, będzie mocna impreza! – podsumował wieczór Jakub Wikłacz.
Takie występy trudno przejść obojętnie. Jeśli „Masa” utrzyma ten poziom, jego nazwisko w rankingu UFC wydaje się tylko kwestią czasu.
“The hardest fights make you mentally tough.”
— UFC News (@UFCNews) February 7, 2026
Jakub Wiklacz (@jakub_wiklacz) knew he was in for a tough fight with Muin Gafurov but was happy to get the last-second submission win. #UFCVegas113
Complete Prelim Results ➡️ https://t.co/7YIRv90l09 pic.twitter.com/OlOv0x2E1P