Wściekły Mariusz Grabowski podsumowuje ostatnią galę GROMDA: Wiadomo, że jestem…
przez Jakub Hryniewicz
Mariusz Grabowski nie gryzł się w język po ostatniej gali GROMDA. Szef organizacji otwarcie przyznał, że zachowanie części zawodników z Black Power wyprowadziło go z równowagi.
Podczas minionego wydarzenia pięściarze z Polski nie mieli większych problemów ze swoimi rywalami. Choć sportowo przewaga była wyraźna, to styl i postawa niektórych fighterów pozostawiły spory niesmak. Jeden z nich przez większą część pojedynku z Piaskiem skupiał się na klinczu, skutecznie zabijając tempo walki. Inny z kolei wyszedł do ringu, by przez długi czas unikać realnej konfrontacji.
Sprawdź kurs w eFortuna.pl
Grabowski: „W GROMDZIE nie ma miejsca na takie zachowania”
Do całej sytuacji odniósł się szef federacji, Mariusz Grabowski, w materiale opublikowanym na oficjalnym kanale YouTube organizacji GROMDA.
– Wiadomo, że jestem wk*rwiony po ostatniej gali. Zresztą, jak wszyscy. Tutaj nic nie zrobisz na patencie. Tutaj wychodzisz do ringu i musisz się bić. Na farmazonie daleko nie pojedziesz. Co niektórych widać było, że przyszli i w jakich sposób coś się uda, albo ktoś przymknie na to oko. Niestety, nie. W GROMDZIE nie ma miejsca na takie walki, na takie zachowania. Tym bardziej, że zawodnicy przyjechali i przed galą opowiadali niestworzone rzeczy. Tydzień przed galą byli tutaj i mówili, że „mają wyj*bane na wszystkich, czy zawodnik 30 kilo lżejszy, czy cięższy, nie ma znaczenia”. A jak widzieliśmy, niektórzy afrykańscy czarodzieje, którzy przez tydzień najedli się kurczaków, wyspali w dobrym łóżku, później raptownie im się odechciało walczyć. Nie może tak być. Nie ma miejsca na to w GROMDZIE. GROMDA to jest walka, nie ma miękkiej gry. Nie możemy sobie na to pozwolić. Konsekwencje były wyciągnięte.
Słowa Grabowskiego jasno pokazują, że organizacja nie zamierza tolerować pasywnej postawy czy unikania walki. GROMDA od początku budowała swoją markę na twardych, bezkompromisowych pojedynkach na gołe pięści. Każde odstępstwo od tej zasady uderza nie tylko w widowisko, ale i w fundamenty federacji.
Niewykluczone więc, że po ostatnich wydarzeniach dojdzie do personalnych roszad, a przyszłe kontrakty będą jeszcze dokładniej analizowane. Jedno jest pewne – w GROMDZIE liczy się walka, a nie deklaracje przed kamerami.