UFC: Marcin Tybura słabszy od Tyrella Fortune’a. Debiutant pokonał Polaka
przez Jakub Hryniewicz
Za nami kolejny występ Marcina Tybury w oktagonie UFC. Podczas gali w Seattle reprezentant Polski skrzyżował rękawice z debiutującym w organizacji Tyrellem Fortune’em.
Amerykanin po raz pierwszy zaprezentował się na największej scenie MMA na świecie, choć doświadczenia zdecydowanie nie można mu odmówić. 35-latek ma za sobą występy w różnych organizacjach, a najwięcej walk stoczył pod szyldem Bellatora. Choć nie należał tam do ścisłej czołówki, imponował skutecznością w kończeniu pojedynków – aż 11 z 17 zwycięstw odnosił przez nokauty.
Dla Marcina Tybury był to kolejny ważny sprawdzian w długiej karierze w UFC. Polak stoczył już 24. walkę w oktagonie, a jego bilans przed tym starciem wynosił 14 zwycięstw. Kibice liczyli, że „Tybur” dopisze do swojego rekordu kolejną wygraną i ponownie zaznaczy swoją pozycję w kategorii ciężkiej.
Sprawdź kurs w SUPERBET – Transmisja UFC za darmo!
UFC: Tybura vs Fortune – kto wygrał? Relacja z walki
Tybura zajął środek oktagonu i spokojnie rozpoczął walkę. Kilka prostych, front na korpus – ot, byle tylko sprawdzić reakcję rywala. Fortune nisko trzymał ręce, Polak poszukał overhanda. Fortune zaliczył dość łatwe obalenie i posłał kilka mocnych młotków. Amerykanin pracował w parterze, na chwilę złapał krucyfiks. Tybura zdołał przysiąść pod siatką – na szczęście przy własnym narożniku. Polak wracał powoli na nogi, a po drodze zgarnął mocny cios od przeciwnika. „Tybur” sieknął kolanem na głowę przy wychodzeniu z klinczu, do którego namawiał go trener. Tybura wyprowadzał kolana na korpus, aż Fortune zrezygnował z klinczu. Marcin pracował kopnięciami i chciał wykorzystać chwilę przerwy Amerykanina.
Fortune nie czekał i zaatakował Polaka krótkim ciosem. Tybura również odważniej zaatakował, ale to jednak Tyrell kąsał mocniej. Marcin odpowiadał podwójnym ciosem na pojedynczy cios Amerykanina, który zasugerował, że będzie szukał zapasów. Tego jednak nie uświadczyliśmy, a Polak wrócił do kopnięć… Z których jedno poszło za nisko. Niezły lewy Fortune’a. Tybura był wolniejszy od przeciwnika, który trafiał mocnymi ciosami. Celny lewy krzyżowy Polaka, ale nie poszło za tym kolejne uderzenie. Tybura kopał rywala po łydce, niemniej nie wynikało z tego wiele. Fortune trafił lewym-prawym, Polak co prawda odpowiedział, ale nie miał wiele więcej szczęścia.
Fortune szybko złapał klincz, a Tybura obijał go krótkimi na schaby. Amerykanin zepchnął Polaka na siatkę, ale nic z tego nie wyniknęło. „Tybur” kąsał prostymi. Nic nie wyniknęło z klinczu Tybury, który skupiał się na podkręcaniu tempa. Dobrze szedł pod ciosem Fortune’a, który złapał kolejną klamrę. Kolana z obu stron, łokieć Tyrella – i tyle. Amerykanin szukał kombinacji bokserskich. Polak ruszył z ofensywą, ale dał się złapać w zapaśniczy chwyt Fortune’a. Tybura znalazł się w tarapatach na siatce, zgarnął kilka mocnych na szczękę. Przy rozerwaniu sam posłał kilka ciosów, przejął kontrolę nad ciężko dyszącym rywalem. Polak podkręcił jeszcze tempo w ostatnich sekundach.
Wynik: Tyrell Fortune wygrał jednogłośną decyzją .sędziów.
Fortune just ran Tybura right over.#UFCSeattle pic.twitter.com/X2zjpKbOLy
— DudesMMA (@DudesMMA_) March 28, 2026