Poirytowany Natan komentuje słowa Pudziana: Jesteś żenującym emerytem
przez Jakub Hryniewicz
Po raz kolejny zrobiło się głośno wokół potencjalnej walki Mariusza Pudzianowskiego z Natanem Marconiem. Tym razem jednak wiele wskazuje na to, że cierpliwość „Krakena” zaczyna się wyczerpywać. Freak fighter nie gryzł się w język, odpowiadając na zaczepkę byłego strongmana.
Mariusz Pudzianowski po raz ostatni walczył dla organizacji KSW, gdzie sensacyjnie przegrał z debiutującym w MMA Eddiem Hallem. Po tej porażce natychmiast ruszyła lawina spekulacji dotyczących jego przyszłości. Z wielu stron sugerowano, że „Pudzian” może zasilić szeregi FAME MMA. Wśród potencjalnych rywali najczęściej przewijało się nazwisko Natana Marconia, który od dawna publicznie nawoływał do takiego zestawienia.
Sprawdź kurs w Superbet
Marcoń: „Kontrakt na stole był trzy razy”
„Kraken” zdążył przyzwyczaić kibiców do bezkompromisowego stylu prowadzenia konfliktów. W świecie freak fightów zasłynął z uderzania w najbardziej niewygodne tematy i bezlitosnego atakowania przeciwników. W przypadku Pudzianowskiego początkowo zachowywał jednak względny umiar, a sam były strongman regularnie odpowiadał na jego zaczepki.
Z czasem temat przycichł. Wokół Marconia pojawiły się bowiem problemy prawne związane z promowaniem nielegalnych w Polsce gier hazardowych. Wydawało się, że potencjalna walka definitywnie trafiła do szuflady. W ostatnich dniach sprawa niespodziewanie wróciła jednak na tapet.
Pudzianowski postanowił skomentować jeden z wpisów w mediach społecznościowych, w którym internauta zestawił go z Marconiem.
– Dawaj go! – napisał Pudzianowski.
Odpowiedź „Krakena” pojawiła się bardzo szybko. Tym razem trudno było jednak dostrzec w niej zaproszenie do walki. Zamiast tego dało się wyczuć sporą frustrację.
– Jesteś żenującym emerytem. Kontrakt na stole był 3 razy. Rozumiem pierwszy raz. Miałem walczyć z Ciosem na ciebie, ale zawinęli włodarze i nie mieli ci jak zapłacić. Drugi raz – nie chciałeś po mojej walce w Anglii o pas, gdzie wygrałem pierwszą rundę bić się z Goodboysami, więc dałeś warunek, że bijemy się sami.
Marcoń przekonywał, że za każdym razem był gotowy podpisać kontrakt, natomiast z różnych powodów do pojedynku nie dochodziło.
– Sam tego chciałem, więc przyjąłem walkę, ale bałeś się, że nie mogę walczyć w Polsce. No to ostatni raz. Dostałeś potwierdzenie… nawet miałem przesłuchanie. Teraz mówisz, że potrzebujesz więcej czasu na walkę w boksie. To nie wstyd, że boisz się ośmieszenia. Przegrana ze mną z twoim wizerunkiem to koniec, ale po co te gierki? – napisał Natan Marcoń w swoim Insta Story.
Na ten moment nie wiadomo, czy słowna wymiana ciosów przełoży się na konkretne rozmowy o walce.