UFC: Aleksandar Rakić pokonał Marcina Tyburę w debiucie w wadze ciężkiej
przez Jakub Hryniewicz
Za nami walka Marcina Tybury z Aleksandarem Rakiciem podczas gali UFC Belgrad. Pojedynek miał duże znaczenie dla obu zawodników, którzy chcieli zrobić kolejny krok w kierunku ścisłej czołówki kategorii ciężkiej.
Marcin Tybura po raz kolejny udowodnił, że należy do najbardziej doświadczonych zawodników królewskiej dywizji w UFC. Polski ciężki od wielu lat rywalizuje z najlepszymi fighterami świata i ma za sobą starcia z niemal całą czołówką kategorii. Jego znaki rozpoznawcze to mocne zapasy, świetna praca w klinczu oraz umiejętność narzucania rywalom własnego tempa. W Belgradzie czekał go jednak bardzo nietypowy sprawdzian.
Po drugiej stronie oktagonu stanął Aleksandar Rakić, który zadebiutował w wadze ciężkiej. Serb przez lata walczył w dywizji półciężkiej, gdzie należał do grona czołowych pretendentów. Zmiana kategorii miała otworzyć przed nim nowe możliwości, a pojedynek z Tyburą był pierwszą okazją do sprawdzenia się w starciu z uznanym zawodnikiem królewskiej wagi. Do klatki wnosił przede wszystkim szybkość, dobrą stójkę oraz doświadczenie zdobyte na najwyższym poziomie UFC.
Sprawdź kurs w SUPERBET – Transmisja UFC za darmo!
UFC: Marcin Tybura vs Aleksandar Rakić – relacja z walki
Runda 1. – Rakić szybko zaczął od kombinacji low kick-ciosy pięściami. Serb świetnie wyglądał w pierwszych sekundach – bił szybko, celnie, a do tego mocno. Tybura nie potrafił złapać klinczu, kilka uderzeń zgasił gardą, ale noga szybko zaczęła boleć po kolejnych kopnięciach. Tybura poszukał nawet high kicka po kombinacji, ale nie wszedł dobrze w starcie z Rakiciem. Dobry front Polaka na tułów po low kicku, a za moment dobrze uniknął sierpowego rywala i odpowiedział. „Tybur” mocno bił pojedynczymi ciosami, ale Rakić odpowiadał. Serb zwolnił w połowie rundy, niemniej Tybura nie ruszał specjalnie ze swoją ofensywą. Wreszcie dobry atak Polaka, choć kombinacja rzucana z dystansu nie miała szans powodzenia. Dużo lepiej Marcin wyglądał w krótkim dystansie, atakując czy to łokciami, czy to krótkimi hakowymi. Rakić świetnie trafił lewym, postraszył też lewym kopnięciem w głowę. Dobrze odpowiedział „Tybur” ofensywą, ale chwilę później nie potrafił utrzymać nogi „Rocketa” szukając obalenia.
Runda 2. – Rakić zaczął od lewego prostego, dołożył do tego zaraz szybką kombinację. Tybura agresywniej wszedł w drugą rundę. Polak bił częściej, uniknął backfista i cały czas straszył rywala kolejnymi uderzeniami. Szybki, krótki sierp Rakicia, który zahaczył o oko Polaka. „Tybur” odmówił przerwy, szachował pozycje i dużo się ruszał, ale to przeciwnik wydawał się szybszy. Ponadto Rakić czytał ataki Tybury, który dość powoli, ospale wręcz zbliżał się do niego. „Tybur” złapał na moment tajski klincz, ale straszak kolanem mógł jedynie dać jasną podpowiedź oponentowi: „w klincz z tym panem nie wchodzimy”. Tybura starał się atakował, spotykał się z kontrami, ale gasił ofensywę „Rocketa”. Tybura dobrze kopał frontem po tułowiu, niemniej nie były to kopnięcia, które mogły zaszkodzić Serbowi. „Tybur” nie mógł być zachwycony po tej odsłonie, ale średnio zadowolony już tak.
Runda 3. – Rakić szybko zajął środek klatki i próbował narzucić presję ciosami prostymi. Tybura natychmiastowo odpowiadał. Polak szukał podbródkowych, zakręcił się nawet z obrotówką. Kapitalnie wszedł z prawym jabem w kontrze, ale to było za mało. Rakić otrzymał w przerwie jasny komunikat i się do niego stosował – atakuj, by pokazać sędziom, że to ty zasługujesz na wygraną. „Rocket” dość ciężko oddychał, ale znakomicie obronił obalenie „Tybura”. Rakić posyłał krótkie łokcie w klinczu na siatce i z każdą sekundą zbliżał się do wygranej. Marcin szukał kolan, tudzież szyi przeciwnika, ale „Rocket” był dla niego zbyt sprytny. Dociskał Polaka do siatki, aż sędzia nie przerwał – choć wynik po ostatniej syrenie był znany…
Wynik: Aleksandar Rakić wygrał jednogłośną decyzją sędziów.