fot. Facebook

Niedawno informowaliśmy o tym, że do sieci wyciekły zeznania byłego lidera bojówki Wisła Sharks. Gazeta Wyborcza dotarła do dokumentu liczącego 350 stron. Misiek pogrąża setki osób i nikogo nie pomija przy szczegółowym opowiadaniu przestępczych historii – niektóre z nich mają nawet kilkanaście lat.

Misiek w swoich zeznaniach przedstawia wszystko od samego początku. Narkotykami handlować zaczął w 2007. Rok po wyjściu z więzienia, gdzie odbywał 8-letnią karę pozbawienia wolności za rzucenie nożem w piłkarza Dino Baggio.

Zacząłem od zakupu mniejszych ilości narkotyków. Kupowałem je od mężczyzny o ksywie Kooman, który jest bratem byłego bramkarza Legii Warszawa. (…) Kooman nazywa się Łukasz Sz. On był jednym z liderów Lechii Gdańsk. Ja od niego kupowałem narkotyki w 2007 r. Jednorazowo zakupywałem u niego 10 kg marihuany oraz 100 do 200 gram kokainy. Kokainy w podanym okresie kupiłem nie mniej niż 1 kg łącznie, natomiast marihuany zakupiłem łącznie 50-70 kilogramów – Mówił śledczym Misiek. 

Co ciekawe w swoich zeznaniach mówią o szalonym pomyśle. Jeden ze wspólników Miśka miał plan, aby przejąć od miasta stadion Wisły Kraków. Po dopięciu wszystkich szczegółów stadion Wisły miał nazywać się Sharks Arena. Plany pokrzyżowały się, ponieważ wiceprezes klubu nie dogadał się z miastem. Klub miał płacić miastu rocznie 500 tysięcy złotych za wynajem obiektu, następnie „miała to być symboliczna złotówka”.

Czy Sharksi mieli swoich informatorów w policji? Misiek zeznał, że on osobiście nie miał takiego informatora. Informacje miały wychodzić od policjantów, którzy stali na bramkach w krakowskich lokalach.

Misiek wyjaśnił śledczym, że główną działalnością Wisły Sharks były ustawki, pobicia, wyjazdy na mecze. Paweł M. nazywa to po prostu „chuliganką„. Jak dalej tłumaczył, żeby dołączyć do Sharks, ktoś inny musiał poręczyć za nowego kandydata. Chętnych było wiele, jednak nie każdy trafiać do bojówki Wisły. Według Miśka tylko kibice, którzy trenują, biorą udziały w bójkach, polują na sympatyków innych drużyn oraz ci, wobec których była pewność, że nie będą współpracować z policją… mogli zostać Sharksami.

Co więcej, wśród bojówki obowiązywały pewne zasady. Członkowi grupy zawsze musiał mieć przy sobie „sprzęt”, czyli nóż, maczetę, czy inne narzędzie. Takie reguły zostały wprowadzone już mniej więcej w latach 1996-1998.

W późniejszym okresie wprowadzono zasadę, że każdy musi posiadać także „Wiślaki„, czyli telefony, w których karta była wymieniana co 2-3 tygodnie i służyły one jedynie do kontaktu z innymi Sharksami.

Taka zasada pojawiła się po tym, jak Misiek wyszedł z więzienia i dostał telefon, jednak zabroniono mu dzwonić z niego do najbliższych. To urządzenie miało służyć jedynie do kontaktowania się z kibicami i umawiania na tzw. akcje.

Misiek opowiedział także m.in. o tym, co stało się w Szwecji na wyjeździe na mecz Ślask Wrocław – IFK Goteborg. W lipcu 2015 roku zaplanowana była ustawka z kibicami Goreborga. Najpierw miała się bić grupa z Wrocławia, jednak wszyscy zostali zatrzymani i deportowani do Polski.

Następnie do akcji wkroczyli Sharksi, którzy zaatakowali kibiców w jednym z ich barów. Około 70 kibiców z Polski biło się z setką mężczyzn ze Szwecji. Starcie było niegroźne, a sympatycy IFK szybko się zabarykadowali się w swoim lokalu. Na miejscu pojawiła się policja, która próbowała zatrzymać polskich kibiców.

Przeczytaj również:

Misiek zeznał, że dopiero po fakcie okazało się, że policjanci są wyposażeni w kamery i jeśli dana osoba nie dostosuje się do poleceń funkcjonariusza, ten automatycznie ma podstawę do zatrzymania. Za to Paweł M. trafił w Szwecji na dwa miesiące do więzienia. Został on jednak schwytany dopiero po pościgu, w który zaangażowany był nawet policyjny helikopter.

Misiek opowiada również o krwawych zabójstwach. Jedną z ofiar Sharksów był Tomasz C. z Cracovii, znany jako Człowiek. Mężczyzna był atakowany kilka razy w zemście za „dojeżdżanie” kibiców z Wisły. W 2011 roku, kiedy ten ruszał spod bloku, Sharksi uderzyli w niego samochodem. Człowiek wyszedł z auta i zaczął uciekać, jednocześnie wołając o pomoc. Mężczyzna mógł schować się w śmieciarce, jednak nie zdążył. Został brutalnie pobity, w efekcie czego zmarł. Paweł M. zdradził, że przy okazji takich ataków nie chodziło o zabicie, tylko o pobicie, czy „pocięcie maczetami”.

Przeczytaj również:

Misiek” przyznał się także do udziału w pobiciach Jarosława P. ps. „Lotek” – kibola Górnika Zabrze oraz Daniela Dz., ps. „Romek”, który był szefem kiboli GKSu Katowice. Obaj zostali pobici i skatowani maczetami. Cudem udało im się ujść z życiem.

W 2017 roku „Krwawy Gang” miał „wjechać” na Plac Targowy w Bieńczycach. Poinformowano wszystkich handlujących lewymi papierosami, że od teraz mają od nich kupować towar. Na Placu mieli stać nawet Armeńcy. Doszło do sytuacji, w której Armeńcy dogadali się z Zielakiem, któremu płacili miesięcznie od 20 do 40 tysięcy złotych, za możliwość handlowania papierosami bez polskich znaków akcyzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza / Gazeta Krakowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj