Poniedziałek, 4 Marca, 2024

Największe bokserskie przekręty. Bo nie zawsze wygrywa lepszy, a w boksie rządzą pieniądze. [WIDEO]

fot. Rafał Jackiewicz / Screenshot YouTube /
Opublikowane 16 stycznia 2021, 09:16
przez Lukasz "Magiku"
0
0
Brak komentarzy

Boks to piękna i długa tradycja. Wielcy mistrzowie, wspaniałe walki, spektakularne nokauty i sensacyjne zwycięstwa. Tutaj jeden celny cios, jeden moment dekoncentracji potrafi zniweczyć wszystko i obrócić walkę o 180 stopni. Jak mawia stare bokserskie przysłowie – „jeśli chcesz wygrać, znokautuj rywala i nie pozostawiaj decyzji sędziom punktowym”.

Boks to również ciemniejsza strona, znajomości, układy a co za tym idzie wielkie pieniądze. Bokserski świat w swojej długiej historii wiedział już wiele kontrowersyjnych decyzji, niekiedy wręcz skandalicznych. Przedstawiamy kilka wybranych, o których do dnia dzisiejszego jest nadal głośno.

04.02.1990 (Las Vegas, USA) Jorge Paez vs Troy Dorsey

Czy można wyprowadzić 2x więcej ciosów od rywala, trafić o 280 więcej celnych i przegrać walkę? Tak można! Do wręcz nie wytłumaczalnej decyzji sędziów doszło 4 lutego 1990 roku na gali w Las Vegas podczas walki o pas IBF kategorii piórkowej pomiędzy Jorge Paezem, a Troyem Dorseyem.

Amerykanin przeważał od pierwszego gongu, zadawał więcej ciosów, trafiał zdecydowanie częściej i był cały czas w ofensywie! Meksykanin Paez często lądował na linach i bronił się za podwójną gardą.

Średnio na rundę Dorsey wyprowadzał aż 52 ciosy tzw. „power punchów” przy ledwie 18 rywala. Na przestrzeni całego pojedynku statystki ciosów nie dawały wątpliwości kto powinien sięgnąć po mistrzowski pas.

Troy podczas 12 rund wyprowadził 1365 ciosów gdzie 620 doszło do celu, podczas gdy jego rywal Jorge wyprowadził blisko połowę mniej – 697 ciosów przy 340 celnych. Werdykt zszokował wszystkich w tym obóz Peaza. Sędziowie uznali, że walka była niezwykle bliska i wyrównana wskazując na zwycięstwo 2 do 1 dla Peaza (114-113, 113-114, 114-113).

Na wysokości zadania stanął tylko sędzia Dave Moretti wskazując wygraną Dorseya (7-5 w rundach). Oczywiście doszło do rewanżu. 5 miesięcy później Panowie spotkali się ponownie w ringu i również doszło do sporej kontrowersji ponieważ tym razem sędziwie orzekli remis.

18.01.2003 (Essen, Niemcy) Artur Grigorian vs Maciej Zegan

Na walkę życia o mistrzowski pas WBO kategorii lekkiej Maciej Zegan przygotowywał z trenerem Zbigniewem Raubo życiową formę. W niemieckim Essen zmierzył się z niepokonanym wieloletnim mistrzem Arturem Grigorianem.

Uzbek boksujący głównie na niemieckich ringach z Polakiem podchodził do 17 obrony mistrzowskiego pasa i oczywiście był faworytem. Niepokonany wówczas Zegan rozpoczął ostrożnie pojedynek, który do 3 rundy był wyrównany. Od 4 zaznaczyła się już przewaga Macieja, który bardzo dobrze pracował na nogach i swoją szybkością zaskakiwał obecnego mistrza.

Świetne kombinacje prawy-prawy-lewy i balans sprawiały, że Grigorian momentami był bezradny. Im dłużej trwała walka tym Zegan miał coraz większą przewagę. Ręce rozkładali niemieccy komentatorzy, którzy przed 10 rundą z przekonaniem stwierdzili, że oglądamy nowego mistrza świata.

W końcowych rundach Uzbek był mocno porozbijany, miał rozcięte oba łuki brwiowe, był mocno wyczerpany i słaniał się na nogach. W ostatnich sekundach walki Zegan rzucił mistrza na deski, ale sędzia uznał, że było to poślizgnięcie. Po wznowieniu Polak ruszył na rywala zasypał go lawiną ciosów i wybrzmiał ostatni gong!

Ogromna radość w Polskim obozie, oklaski na trybunach i każdy był przygotowany na słynny zwrot „And The New”. Tymczasem sędziowie punktowi najwyraźniej byli gdzie indziej i oglądali inny pojedynek – (114-114, 115-112, 115-113) i pojedynek „wygrywa” – Artur Grigorian. Szok i gwizdy na trybunach nawet niemieckich kibiców. Tak z mistrzostwa świata został okradziony w Essen Maciej Zegan.

Po walce na gorąco tak skomentował werdykt Janusz Pindera: „Wszyscy wstają z miejsc, gwiżdżą, skandaliczny werdykt! Nie ma innego określenia na to co wydarzyło się w Grugahalle.”

Po latach w artykule z cyklu „Druga strona Medalu” tak Maciej Zegan wspomina wydarzenia z Essen:

„Po końcowym gongu podniosłem ręce w geście zwycięstwa. Wszyscy obserwatorzy byli pewni, że wygrałem. Mój ówczesny trener Zbyszek Raubo, z którym założyłem się, że jak zdobędę tytuł zgoli wąsy (nie robił tego od 20 lat) czekał już z maszynką gotowy do działania. Werdykt miał być tylko formalnością. Konferansjer zaczął wyczytywać decyzję. Sędziowali wytypowali dwa do remisu dla Grigoriana. Szok. W hali rozległy się przeraźliwe gwizdy. Liczna grupa polskich kibiców krzyczała „złodzieje, złodzieje”. Nie wierzyłem w to co się dzieje. Byłem bezradny. To ja zostałem mistrzem świata. Okradziono mnie perfidnie na oczach milionów.”

Po walce miał być oczywiście natychmiastowy rewanż, ale do niego nigdy nie doszło. Rok później Grigorian przegrał z Acelino Freitasem i stracił tytuł. Po latach Maciej Zegan spotkał się z Arturem i jak wspomina:

„Serdecznie się przywitaliśmy, a Uzbek zapytał mnie ile walk do tej pory przegrałem. Odpowiedziałem, że tylko jedną, właśnie z nim. Wtedy Grigorian mocno się obruszył i stwierdził zdecydowanie: „Nie, nie, ty tej walki nie mogłeś wygrać. Tak zadecydowała mafia.”

Po bardzo dobrej walce z Grigorianem, Maciej Zegan niestety nie dostał już kolejnej mistrzowskiej szansy. Karierę zakończył w 2013 roku.

15.06.2019 (Ryga, Łotwa) Mairis Briedis vs Krzysztof Głowacki

Do skandalicznych scen doszło w Rydze podczas półfinału prestiżowego turnieju WBSS. Stawką pojedynku był pas WBO kategorii cruiser. Pod koniec drugiej rundy w ferworze walki Krzysztof Głowacki uderzył Briedisa w tył głowy, a Łotysz z premedytacją oddał z dużym zamachem potężnym łokciem! Potworny faul, coś nie do pomyślenia w boksie. Polak półprzytomny runął na deski. Co na to sędzia? Nakazał natychmiast wstać Głowackiemu i podjąć dalszą walkę z groźbą zakończenia jego porażką! Bez dyskwalifikacji Mairisa, bez czasu na dojście do siebie po takim ciosie!

To nie koniec cyrków w Rydze. Sędzia tylko odjął 1 punkt Łotyszowi i wznowił walkę z mocno zamroczonym Krzyśkiem i nakazał boksować dalej „czysto”.

Chwilę później Briedis mocnym sierpem ściął Głowackiego, a gdy ten leciał już na deski to Łotysz poprawił jeszcze ciosem w tył głowy! Polak wstał i zabrzmiał gong kończący rundę. Tak wszyscy słyszeli, kibice, narożniki obsługa hali (nawet Briedis), ale nie sędzia ringowy Pan Robert Byrd! Walka trwała w najlepsze jeszcze kilkanaście sekund po gongu (gong cały czas dzwonił) i przy owacji wiwatujących kibiców ich faworyt posłał Polaka ponownie na deski. W między czasie na ring wkroczył ktoś z obozu Łotysza za co powinna być dyskwalifikacja, bo cały czas „trwała 2 runda”.

I co dalej? Sędzia chciał wznowić pojedynek tzn. dalej 2 rundę, ale dostał sygnał, że gong był 30 sekund temu i szanowny Pan Byrd „anulował” drugie liczenie Głowackiego. W 3 rundzie rozbity i zamroczony Głowacki padł po raz kolejny na deski i przegrał oficjalnie przez TKO.

SKANDAL! Sędzia ringowy Robert Byrd powinien po czymś takim stracić licencję, bez dwóch zdań wypaczył wynik i skrzywdził polskiego pięściarza. Pana Byrda po tej walce można można podsumować klasykiem kina – „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem”. Po walce w radosnym wywiadzie Briedis zaśmiał się i przyznał, że oczywiście gong słyszał:

„Słyszałem gong, hahahaha. Nie spodziewałem się, że Głowacki trafi mnie w tył głowy. Pamiętam, że sfaulował w ten sposób również Marco Hucka, a ja po zobaczeniu tamtej walki wiedziałem, że moja odpowiedź w takiej sytuacji może być tylko jedna. Stąd to uderzenie łokciem – czasy muay thai jeszcze hehe. Ale nie sądzę, bym trafił Głowackiego szczególnie mocno.”

Bokserski świat zszokowany po tym co wydarzyło się w Rydze i każdy stwierdził jedno – to było perfidne oszustwo! Jak widać przekręcić nie tylko mogą sędziowie punktowi, ale również sędzia ringowy.

13.03.1999 (Nowy Jork, USA) Lennox Lewis vs Evander Holyfield

Walka do dziś z przypiętą metką jako jedna z największych kradzieży w historii boksu. Stawką pojedynku były pasy WBC, WBA oraz IBF kategorii ciężkiej, a naprzeciwko siebie stanęły legendy Lennox Lewis oraz Evander Holyfield.

Faworytem bukmacherów był Amerykanin, który we wcześniejszych potyczkach wygrywał przed czasem m.in z Tysonem czy Moorerem. Od początku pojedynku jednak na ringu dzielił i rządził świetny dysponowany Brytyjczyk.

Holyfield nie potrafił sobie kompletnie poradzić z szybkim i precyzyjnym Lewisem. Na każdy cios Evandera, Lennox odpowiadał trzema swoimi. Lewis cały czas wywierał presję i zdecydowanie częściej trafiał zaskoczonego rywala.

To był prawdziwy pokaz boksu w wykonaniu Brytyjczyka i po 12 rundach wydawało się, że decyzja jest formalnością. Lewis wyprowadził 613 ciosów przy 385 Holyfielda. Jeśli spojrzymy na ciosy celne to tutaj ogromna przewaga Brytyjczyka 348 do 130 rywala.

Tym większe zdziwienie jak okazało się, że nie będzie to jednogłośna decyzja. Mało tego bo tylko Stanley Christodoulou z sędziów punktowych widział zwycięstwo Lennoxa (116-113), Larry O’Connell remis (115-115) a Pani sędzina Eugenia Williams oglądała inną walkę dając, aż 7 wygranych rund Evanderowi (115-113). SZOK!

Większość dziennikarzy była zgodna 117-111 powinno być dla Lewisa, a oficjalnie mieliśmy remis! Po walce grzmiał Brytyjczyk:

„Wygrałem walkę. To był mój czas chwały, a sędziowie obrabowali mnie z tego zwycięstwa. Cały świat widział co się stało i każdy wie od teraz, że to ja jestem numerem jeden i bezdyskusyjnym mistrzem, nawet jeśli nie mam wszystkich pasów. Tak naprawdę Holyfield powinien mi oddać swoje dwa pasy!”

Po walce wiele mówiono o tym, że przy werdykcie majstrował słynny Don King (promotor Holyfielda) by mieć pretekst by ponownie zestawić pięściarzy w ringu – a remis wydawał się idealnym rozwiązaniem. Do rewanżu doszło 8 miesięcy później, gdzie wtedy już odbyło się bez kontrowersji i Lennox Lewis wygrał jednogłośną decyzją.

13.11.2004 (Nowy Jork, USA) Andrzej Gołota vs John Ruiz

13 listopada 2004 roku Andrzej Gołota stanął przed trzecią szansą wywalczenia mistrzostwa świata kategorii ciężkiej. Polak zmierzył się z posiadaczem pasa WBA Johnem Ruizem. Przez wielu tej nocy w słynnej Madison Square Garden Andrew został mistrzem świata, ale prawdopodobnie pojedynek przegrał już przed pierwszym gongiem.

W jednym z wywiadów przed walką żona polskiego pięściarza Mariola Gołota powiedziała, że jeśli Andrzej wygra z Ruizem kończy karierę. Do zwycięstwa Gołoty nie mógł więc dopuścić Don King ponieważ straciłby władzę nad pasem WBA – bo i Gołota i Ruiz byli jego zawodnikami. Sam Andrzej Gołota przyznał to w wywiadzie dla The Times:

„Moja żona powiedziała przed walką dziennikarzom, że jeśli wygram, kończę karierę. Jak King to przeczytał, przeraził się. To by oznaczało, że pas, nad którym miał kontrolę, bo przecież i ja, i Ruiz byliśmy jego zawodnikami, wróciłby do federacji. Nie mógł do tego dopuścić.”

Andrzej Gołota zaczął świetnie pojedynek i już w drugiej rundzie perfekcyjnym prawym kontrującym rzucił na deski mistrza świata! Chwile później zrobił to ponownie i wydawało się, że koniec Ruiza jest bardzo bliski, ale Andrzej nie ruszył z szaleńczym atakiem.

W 4 rundzie Ruiz za kolejne faule stracił 1 punkt. Amerykanin walczył bardzo „brudno”, faulował, trzymał, klinczował, uderzał po gongu, bo tylko tak mógł dobrać się do bardzo dobrze dysponowanego tego dnia Polaka. W całym pojedynku Gołota wyglądał lepiej, trafił rywala 152 czystymi ciosami, a sam przyjął 121.

Po ostatnim gongu Andrew wymownie uniósł pięść do góry w geście triumfu, a Ruiz ze spuszczoną głową wrócił do swojego narożnika (on widział, że tego nie wygrał). Zdecydowana większość kibiców, obserwatorów i dziennikarzy była zgodna – Andrzej Gołota wygrał jednogłośnie na punkty – 2 dodatkowe punkty za nokdauny, 1 za faule Ruiza i był na +3 na „starcie” co tym bardziej przemawiało za Polakiem.

Gdy przyszło do odczytania werdyktu – SZOK! Wszyscy sędziowie punktowi widzieli zwycięstwo Johna Ruiza (113-112, 114-111, 114-111)! Skandal jak po takim pojedynku można dać tylko 3 wygrane rundy Gołocie? Do dziś wielu twierdzi, że tej nocy Gołota został Mistrzem Świata.

W historii polskiego boksu mieliśmy 4 polskich mistrzów świata (Michalczewski, Adamek, Włodarczyk, Głowacki), a powinniśmy mieć 2 więcej, ale niestety na układy nie ma rady – a światem boksu rządził, rządzi i rządzić będzie przede wszystkim pieniądz.

Podoba Ci się ten artykuł?

Zostaw ocenę
0
0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments