niedziela, 25 lipca, 2021
Strona głównaUFCWojownicy UFC ze Stockton. Poznaj prawdziwe oblicze braci Diaz. "Tam skąd pochodzę...

Wojownicy UFC ze Stockton. Poznaj prawdziwe oblicze braci Diaz. „Tam skąd pochodzę takim ludziom sprzedajemy liścia”

Zjawisko, które potrafi rozbawić, ale też wkurzyć. Może sprawić, że zaczniemy patrzeć na zawodnika przychylniej, ale może też zniszczyć jego obraz w naszych oczach. Wszystko to jednak się łączy – bo trash talk wzbudza emocje. A niektórzy emocje te budują lepiej.

KIM SĄ BRACIA DIAZ? NICK DIAZ I NATE DIAZ TRASH TALK

Chłopak ze Stockton

Starszy z braci Diaz kojarzy się z wieloma negatywnymi cechami. Z wyglądu przypomina zbira z getta, który rzuci się na Ciebie, jeśli tylko zagadasz do jego dziewczyny albo od kogo możesz z łatwością kupić używki. I znając historię Nicka, nie jest to niemożliwe. Choć prawdopodobnie nie sprzeda, bo będzie posiadał jedynie ilość na własny użytek.

Nie jest to tekst o narkotykach. Ale ciężko je pominąć, gdy mowa o wojowniku że Stockton – mieście, które w rankingu najgorszych do życia miast w Kalifornii, 3 krotnie uznane zostało za najgorsze .

W wygranej z Takanorim Gomim przez gogoplatę walce najprawdopodobniej był na haju, ergo zmiana wyniku na No Contest. Starcie o tytuł tymczasowego mistrza wagi półśredniej – przegrana, ale i tak chłopak ze Stockton został zawieszony za metabolity marihuany we krwi.

Jak silne jest to uzależnienie? Dana White powiedział w jednym z wywiadów, że nie możesz palić konopi 24 godziny przed walką. Fighterzy MMA walczą około 3 razy w roku. A Nick Diaz najbardziej ceni zasady z jakich się wywodzi.

Każdy ma swoją rolę

Zdawało się, że Amerykanin wszędzie widzi wrogów. W dzieciństwie często zmieniał szkoły, nigdzie nie czuł wsparcia. Naśmiewali się z niego uczniowie, ale też i nauczyciele. Rana chyba nigdy się nie zabliźniła, bo gdy tylko dostał okazję, obrał za cel bodaj najsłynniejszego belfra w UFC:

– Rich Franklin znów przegrał, tak? Promują tego skur*iela, typ utrzymuje się na fali i dba o wizerunek. Jest pier*olonym nauczycielem. Jakby nas zestawili to byłbym cholernie pewny swego. Nie walczyłbym z fighterem, tylko z nauczycielem. A wielu jest takich, których bym pobił.

Do walki nigdy nie doszło. Szkoda, bo byłby to ciekawy pokaz gierek psychologicznych Nicka w oktagonie. Franklin mimo ukończonych z tytułami uniwersytetów miałby problem ze zrozumieniem do czego pije Diaz. Bo to, że gadałby w trakcie starcia jest pewne.

Robbie Lawler był zabijaką, wszyscy się go wtedy (2004 r. – przyp. red.) bali. A Nick wyszedł do klatki, spojrzał na niego i rzucił „STOCKTON, SKUR***YSYNU, STOCKTON!”. Robbie nie wiedział o co chodzi. Potem w trakcie walki padało „i co, s*ko, co?”, a po uderzeniach „właśnie Cię oznaczyłem, dzi*ko!” To było szalone! (Joe Rogan w Joe Rogan Experience)

Ciekawe jest to, że całe gadanie nie miało na celu budowania wizerunku. Diaz zawsze był po prostu szczery. MMA to biznes w którym ceni się szacunek, ale wszystko opiera się na wojnie. I nie zawsze musi być włączona w to zła krew.

– Jak dla mnie trochę za bardzo podżegasz walki. Wiem, że taka Twoja rola… Ale tam, skąd pochodzę takim ludziom sprzedajemy liścia. (Nick Diaz do Ariela Helwaniego)

Inni się boją

Pochodzący z Kalifornii fighter kilkukrotnie powtarzał, że musi walczyć, bo nic innego nie potrafi. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie jest to praca, bez której glob przestałby się kręcić. Płacą mi za dużo i niewystarczająco za razem – powiedział w jednym z wywiadów. Nie ubiegał się o uwagę fanów, ale ci zawsze podnosili głos przy zapowiedzi jednego z Braci Diaz.

Najlepsze slogany to te, które brzmią naturalnie. Ktoś, kto chodzi w ciuchach za dużych o rozmiar lub dwa, a garnitur miał na sobie ostatni raz chyba na inaugurację 1. klasy szkoły podstawowej, bardzo pasuje do zaczepek słownych w klatce. A tam padały słowa, które po dziś dzień są uznawane za klasyczki.

„Don’t be scared, homie” do KJ Noonsa, czyli w wolnym tłumaczeniunie cykaj się, ziomuś. Wypowiedź tak prosta, a jakże skuteczna. W połączeniu z butelką rzuconą przez Nate’a Diaza wywołała jedną z największych burd w klatce.

Where you at, Georges? Where you at?, czyli słynne zawołanie po kontuzjowanego Georges’a St-Pierre’a. Pomimo tego, że właśnie pokonał żywą legendę w postaci BJ Penna, Nick od razu wyzwał mistrza do walki. I to jeszcze zanim dostał mikrofon do ręki, zanim sędzia ogłosił jego zwycięstwo, już do kamer słał nowe wyzwanie.Uważam, że Georges nie jest kontuzjowany. Myślę, że się boi. Gdzie jesteś, Georges?! Gdzie jesteś, skur*ielu?!

Prawdziwy Conor McGregor

W 2015 roku Nick Diaz decyzją komisji stanu Nevada został zawieszony na 5 lat, powodem: wielokrotne pozytywne wyniki testów na obecność narkotyków.

Po tym starszy z braci Diaz otworzył się jak nigdy przedtem. Mówił o ciężkim dzieciństwie. O rodzicach, którzy nauczyli go jedynie alfabetu. O byłej dziewczynie, która popełniła samobójstwo, a której obiecał, że zostanie profesjonalnym fighterem.

Padły też słowa o jego wpływie na sport:

Jestem pierwszym Conorem McGregorem. Nie byłby tym, kim jest beze mnie. Nic do niego nie mam. Ale to ja jestem oryginalnym pierwowzorem. Nigdy nie brałem sterydów. Dlatego też to najlepszy wojownik na świecie, to ja. A zawiesili mnie za coś, co czyni ten świat lepszym.

Dopowiadając – rola Irlandczyka w życiu braci Diaz nie skończyła się w tym momencie.

Fani nie mogą doczekać się powrotu krnąbrnego półśredniego. Show w klatce to jedno. Ale ktokolwiek zostanie wybrany na rywala, powinien udać się do psychologa aby dowiedzieć się jak zbudować mur psychologiczny przed wszystkimi obelgami.

Stockton 209 – bracia Diaz

Każde miasto ma jakiś stary budynek. Mają one to do siebie, że mimo mijających lat i powstających obok nowych galerii i bloków nadal się utrzymują świecąc przykładem dawnych lat. Jakby chciały pokazać, kto był tu pierwszy.

– Je***ać to. Conor McGregor, korzystasz z mojej roboty, skur***elu! Skopię ci d**pę! Wiesz, kto ci załatwi wypłatę, prawdziwą wypłatę: ja. Nie te błazny, co już na konferencji sikają w majtki. Chcesz prawdziwego gó***na? Czekam.

Szczerość i wytrwałość to coś, czego młodszemu ze stocktońskich braci odmówić nie można. Bodaj największy wpływ na to, a jakże, miało miasto z numerem kierunkowym 209. Nie tylko mentalność wojownika, lecz także tryb przetrwania. Zabij lub zostań zabity.

– Chłopaki nawet nie zachowują się jakbyśmy mieli się bić. Ja nie udaję, pozdrawiam ich środkowym palcem, mówię „PIER***OL SIĘ”. To im szybko przypomina, czemu się spotkaliśmy.

Prawdziwy gangster

Już przy wpisie o Nicku wspomniałem sąsiedztwo w jakim bracia Diaz dorastali i się wychowywali. Nate nie przepada za opowiadaniem o tym, co się działo. –Nie byliśmy w centrum wszystkich burd, ale wiedzieliśmy co się dzieje”, mówił w wywiadzie dla ESPN.

Nie bał się wyzwań od najmłodszych lat. Gdy do Nicka przychodzili znajomi i proponowali mały sparing, pierwszą odpowiedzią było: „najpierw musisz sprawić, że mój brat będzie klepał.”

– Wiedziałem, że „niebieskie pasy” mogą pokonać każdego na świecie. Mówiłem: stary, mogę udusić WSZYSTKICH. (…) Byłem chudym 15-latkiem, Nick budził mnie i mówił „zajmij się tym gościem, szybko”. Każdy klepał. A jeśli znalazł się taki, co mnie pokonał mówiłem „ok, czas na boks”.

Nie było różnicy, kto zostanie rywalem. Jedno tylko było jasne – nigdy nie doszło i nie dojdzie do walki Diaz vs. Diaz. Bracia są swoim największym wsparciem i zawsze stanął za sobą murem. Tak też traktują swoich ludzi, jak Jake’a Shieldsa.

Dla wszystkich, którzy nie wiedzą o co chodzi: wspomniany Shields w 2010 r. obronił tytuł mistrza wagi średniej Strikeforce w pojedynku z Danem Hendersonem. Do klatki wparował Jason 'Mayhem' Miller, domagając się rewanżowego starcia z mistrzem. Po chwili został zaatakowany przez Nicka Diaza i resztę ekipy, co doprowadziło do jednej z największych burd w klatce.

Nie szuka przyjaciół na siłę

Lyoto Machida i Anderson Silva to zawodnicy, którzy są uosobieniem szacunku do rywala. Kłaniają się, bo wiedzą, że stoisz kilka metrów przed nimi dzięki poświęceniu czasu i zdrowia, zaangażowaniu, wyrzeczeniom jakich musiałeś się podjąć, aby ściąć wagę. Nate Diaz również zasłynął pewnym pozdrowieniem. Środkowym palcem.

– Serio, jedyne moje zetknięcie z Nate’m było na otwartym treningu jeszcze przed naszą walką. Podszedłem, rzuciłem „hej stary, jak leci?” i wyciągnąłem rękę po uścisk. Odepchnął ją, nazwał mnie jeb*anym ch*jem i się ulotnił. (Donald Cerrone dla mmamania.com)

Kowboj walkę na UFC 141 przegrał. Sam przyznał w podcaście Joe Rogana, że był zbyt zaangażowany emocjonalnie w ten pojedynek. Incydent z treningu to jedna sprawa, Nate potrafił strącić kowbojski kapelusz z głowy rywala na face-offie. Co zrobił Cerrone po słowach touch gloves sędziego? Pozdrowił rywala w jego stylu, środkowym palcem. Jak odwdzięczył się Stocktończyk? Odesłał pozdrowienia obiema rękami przed 3. rundą.

To nie był pierwszy raz, gdy okazał długość swoich palców w oktagonie. Któż nie zna sceny z walki z Kurtem Pellegrino? Rywal w gumowej gardzie, a Diaz napina mięśnie do kamery, a następnie wysyła pozdrowienia w świat… Klasyka.

Diaz vs. McGregor

Mimo, że Nick nazwał się „oryginalnym McGregorem”, to drogi jego brata skrzyżowały się z Irlandczykiem. Najpierw wspominane wcześniej wyzwanie w klatce, a następnie splot wydarzeń: Rafael Dos Anjos złamał stopę na 11 dni przed galą, a nie opłacało się odwoływać całego eventu. Do tańca wyszedł niesforny Kalifornijczyk, który był skazywany na porażkę. Odzwierciedleniem „wiary” w Nate’a była obietnica komentatora UFC, Jona Anika: jeśli wygra, wytatuuję sobie 209 na jego cześć.

Fani otrzymali to, na co liczyli. Wyzwiska na konferencji, docinki między dżentelmenami, w których ciężko wybrać faworyta. Conor w tamtym momencie nazywany był mistrzem psychologicznych zagrywek, zasiewał ziarno niepewności w głowach rywali, przez co ci przegrywali zanim weszli do klatki.

Znokautowałeś kilku karłów i myślisz, że z Ciebie wielki kozak. Ja jestem pierd***lonym królem, całe życie walczę z dorosłymi facetami.

Diaz dał się w wciągnąć w grę Irlandczyka. Runda przed walką na PPV odbyła się bitwa na słowa. Tu faworyta nie było. Ale to Nate zakończył starcie z ręką w górze, tatuażem zaserwowanym Jonowi Anikowi i kolejnym klasykiem powiedzianym tuż po walce:

Ja tam nie jestem zaskoczony skur***iele!

* * *

Bracia Diaz to bodaj najbardziej znane rodzeństwo w światowym MMA. Żaden z nich nie był posiadaczem pasa mistrzowskiego w UFC. Szokowali, irytowali (jeśli nie fanów, to Danę White’a na pewno), ale jak wychodzili do oktagonu to każdy kierował tam swój wzrok, a na arenach niosło się gromkie „Di-az, Di-az!”.

Do największej organizacji na świecie trzeba mieć jeden zarzut. Mieli jedyną, niepowtarzalną okazję w 2017 roku – UFC 209. Event odbył się w Paradise w stanie Nevada, a walką wieczoru było starcie Woodley vs. Thompson. Ale powinno być inaczej. Miejsce: Stockton, California. W walce i drugiej walce wieczoru po jednym z braci Diaz.

I wtedy nie musiałoby być w karcie nazwiska McGregor.

Źródła: Joe Rogan Experience, UFC YouTube, ESPN, mmamania.com, MMA Junkie, MMAFighting

- Advertisement -

1 KOMENTARZ

0 0 Głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie

Najnowsze

Norman Parke zapowiada wielką walkę w FAME MMA! Były zawodnik UFC...

0
Norman Parke za pośrednictwem Instagrama zapowiedział kolejną "wielką" walkę. Były zawodnik UFC pozostanie na dłużej w organizacji FAME MMA.
1
0
Co o tym myślisz? skomentuj!x
()
x